Prototypowanie produktu - od pomysłu do pierwszej działającej sztuki

Masz pomysł. Na ekranie wygląda dobrze. Wymiary mniej więcej się zgadzają. Materiał wybrany. Można produkować. Można.

Można też najpierw zrobić jedną sztukę i sprawdzić, czy rzeczywistość podziela nasz entuzjazm. Zaskakująco często nie podziela.

Prototypowanie produktu jest właśnie tym momentem pomiędzy „wydaje nam się, że to zadziała” a „wiemy, że to działa”. Czasami prototypem będzie kompletny produkt. Czasami wydruk 3D za kilkadziesiąt złotych. Innym razem kawałek konstrukcji skręcony z profilu, MDF-u i części znalezionej w szufladzie.

Nie musi być piękny.

Ma dać odpowiedź.

Co właściwie oznacza prototypowanie?

Prototyp to pierwsza lub jedna z pierwszych fizycznych wersji projektowanego produktu, obiektu albo jego fragmentu. Robimy go po to, żeby sprawdzić założenia przed właściwą produkcją.

Brzmi banalnie, ale słowo „prototyp” obejmuje rzeczy znajdujące się na kompletnie różnych etapach rozwoju.

Może to być bardzo prosty model sprawdzający tylko wielkość i proporcje. Może być wydrukowany element służący do sprawdzenia, czy dwa podzespoły do siebie pasują. Może być działający mechanizm bez finalnej obudowy. Może też być niemal gotowy produkt wykonany w docelowych materiałach.

Nie każdy prototyp musi więc wyglądać jak produkt, który pokażemy klientowi. Pierwszy może wyglądać tragicznie. To nawet trochę jego przywilej.

Najpierw ustalmy, czego chcemy się dowiedzieć

„Zróbmy prototyp” nie jest jeszcze planem. Najważniejsze pytanie brzmi: co właściwie chcemy sprawdzić?

Czy interesuje nas wielkość? Ergonomia? Wytrzymałość? Mechanizm? Sposób montażu? Wygląd? Materiał? Dopasowanie do istniejącego produktu? Elektronika? A może wszystko naraz? Jeżeli chcemy sprawdzić, czy uchwyt pasuje do konkretnego urządzenia, nie potrzebujemy lakierować go na finalny kolor.

Jeżeli testujemy proporcje dużego obiektu, być może nie potrzebujemy jeszcze działającej elektroniki. Jeżeli problemem jest mechanizm otwierania, możemy zbudować tylko ten fragment. Dobry prototyp odpowiada na konkretne pytanie.

Zły próbuje od razu być wszystkim.

Pierwszy prototyp produktu wykonany z druku 3D, sklejki i aluminium

Pierwszy prototyp nie musi być ładny. Tutaj liczy się odpowiedź: czy geometria działa, czy elementy do siebie pasują i czy mocowanie wytrzymuje to, co wymyśliliśmy na ekranie. Jeżeli nie, świetnie. Lepiej przewiercić V1 drugi raz niż poprawiać gotową serię.

Prototyp nie musi być całym produktem

To jedna z rzeczy, które potrafią bardzo mocno obniżyć koszt developmentu. Załóżmy, że projektujemy ekspozytor o wysokości 180 cm z czterema półkami, oświetleniem, metalową konstrukcją i kilkoma nietypowymi mocowaniami.

Mamy wątpliwość dotyczącą jednej półki.

Czy naprawdę musimy budować cały ekspozytor? Nope.

Możemy wykonać fragment konstrukcji w skali 1:1: kawałek profilu, jedną półkę, mocowanie i produkt, który ma na niej stać. Obciążamy ją, szarpiemy, składamy kilka razy i patrzymy, co się dzieje. Jeżeli działa, idziemy dalej.

Jeżeli nie działa, właśnie zaoszczędziliśmy sobie budowania bardzo ładnego, kompletnego i źle działającego prototypu.

Szybkie prototypowanie nie oznacza robienia czegokolwiek na szybko

Termin „szybkie prototypowanie” jest mocno związany z technologiami, które pozwalają przejść od modelu cyfrowego do fizycznej części bez budowania kosztownego oprzyrządowania.

Najbardziej oczywistym przykładem jest druk 3D. Projektujemy element rano, wrzucamy go na drukarkę, po kilku godzinach trzymamy go w ręce. Sprawdzamy. Poprawiamy model. Drukujemy drugi. To potrafi dramatycznie skrócić proces. Ale szybkość nie oznacza, że mamy wyłączyć myślenie.

Jeżeli każda kolejna wersja powstaje bez określenia, co właściwie testujemy, możemy bardzo sprawnie wyprodukować siedem różnych złych prototypów.

Speedrun. Tylko niekoniecznie w dobrą stronę.

Druk 3D jest świetny do prototypów. Z oczywistych powodów

Nie potrzebujemy formy. Nie musimy przygotowywać specjalnego oprzyrządowania. Możemy zmienić otwór o dwa milimetry, przesunąć zaczep, pogrubić ściankę i kilka godzin później sprawdzić nową wersję.

Dlatego druk 3D na zamówienie bardzo dobrze sprawdza się przy testowaniu geometrii i mechaniki. Ale nie każdy prototyp powinien być wydrukowany.

Jeżeli finalny element ma być wykonany ze stali i jego zachowanie pod obciążeniem jest dla nas kluczowe, plastikowy model może odpowiedzieć na pytanie o geometrię, ale niekoniecznie o wytrzymałość.

Jeżeli testujemy wygląd drewnianego produktu, wydruk z PLA może dać nam gabaryt, ale niewiele powie o finalnym odbiorze materiału. Technologię prototypu dobieramy do pytania, na które chcemy odpowiedzieć.

Nie do tego, która maszyna akurat stoi wolna.

Jeżeli półka ma utrzymać 20 kilogramów, nie sprawdzamy tego wzrokiem. Prototyp pozwala obciążyć konstrukcję, poszarpać ją, złożyć kilka razy i znaleźć słaby punkt wtedy, kiedy poprawka nadal kosztuje niewiele.

CNC, drewno i metal też potrafią prototypować

Szybkie prototypowanie bywa automatycznie utożsamiane z drukiem 3D, a przecież fizyczny prototyp możemy zrobić praktycznie każdą technologią.

Płaski element można wyfrezować CNC. Konstrukcję pospawać z profili. Obudowę zrobić z MDF-u. Część wyciąć laserem. Mechanizm złożyć z gotowych komponentów i kilku customowych elementów.

Czasami prototyp jest piękną demonstracją nowej technologii. Czasami jest kawałkiem sklejki z trzema śrubami.

Jeżeli kawałek sklejki odpowiada na nasze pytanie za 80 zł zamiast za 800 zł, jestem wielkim fanem kawałka sklejki.

Pierwsza wersja powinna być możliwie tania

To może brzmieć dziwnie z perspektywy firmy, która zarabia na produkowaniu rzeczy, ale pierwszego prototypu często nie warto robić zbyt dobrze. Nie chodzi o wykonanie go byle jak. Chodzi o niedodawanie elementów, które nie są jeszcze potrzebne.

Jeżeli testujemy mechanizm, nie potrzebujemy finalnego lakieru. Jeżeli sprawdzamy wymiary, możemy użyć tańszego materiału. Jeżeli chcemy ocenić tylko jeden detal, nie budujemy reszty produktu. Pierwsza wersja ma być wystarczająco dobra, żeby czegoś się z niej dowiedzieć.

Good enough.

W tym miejscu to komplement.

V1 nie działa. Świetnie.

Naprawdę. Znacznie lepiej odkryć problem na pierwszym prototypie niż na pierwszej partii produkcyjnej. Otwór jest o trzy milimetry za wysoko? Super. Zaczep pęka po dziesięciu użyciach? Bardzo dobrze.

Człowiek nie może wsadzić ręki tam, gdzie projektant przewidział serwis? Excellent. To nie są porażki prototypu.

To jest dokładnie praca, którą miał wykonać.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy prototyp niczego nie sprawdza, a my traktujemy go wyłącznie jako obowiązkowy etap do odhaczenia.

V2 powinno być inne z konkretnego powodu

Po pierwszym teście mamy informacje. Teraz poprawiamy model.

Nie „robimy drugą wersję”, tylko zmieniamy konkretne rzeczy wynikające z pierwszej. Otwór przesuwamy o trzy milimetry. Ściankę zwiększamy z dwóch do trzech. Zmieniamy sposób prowadzenia przewodu. Dodajemy żebro. Przesuwamy punkt mocowania.

Potem testujemy ponownie. W ten sposób powstaje bardzo prosty cykl:

projekt -> prototyp -> test -> poprawka -> kolejny prototyp

Można go powtarzać tyle razy, ile trzeba. Najlepiej jednak nie tyle razy, ile się da.

V2 nie powstaje dlatego, że wypada zrobić drugą wersję. Powstaje dlatego, że V1 czegoś nas nauczyło. Przesuwamy otwór, wzmacniamy ściankę, zmieniamy mocowanie i sprawdzamy jeszcze raz. Projekt -> prototyp -> test -> poprawka. Repeat.

Jak testować prototyp?

Normalnie. Jeżeli coś ma być otwierane 500 razy, otwieramy to dużo razy. Jeżeli półka ma utrzymać 20 kilogramów, obciążamy ją czymś cięższym niż eleganckie pudełko położone do zdjęcia. Jeżeli element ma jeździć samochodem, warto sprawdzić, czy nie rozpada się od drgań. Jeżeli urządzenie będzie obsługiwane przez ludzi, dajmy je człowiekowi, który go nie projektował.

To ostatnie potrafi być szczególnie pouczające. Projektant wie, gdzie nacisnąć. Normalny człowiek naciśnie gdzie indziej.

A później jeszcze pociągnie.

Prototyp funkcjonalny i prototyp wizualny to nie zawsze ta sama rzecz

Czasami musimy sprawdzić działanie. Czasami wygląd. To dwa różne cele.

Prototyp funkcjonalny może być brzydki, mieć widoczne przewody, śruby z marketu i elementy w pięciu kolorach. Jeżeli mechanizm działa, wykonał swoje zadanie. Model wizualny może z kolei wyglądać niemal identycznie jak finalny produkt, ale nie mieć w środku właściwej konstrukcji.

Problemy zaczynają się wtedy, kiedy próbujemy zrobić jedno i drugie jednocześnie, mimo że nie ma takiej potrzeby. Koszt rośnie. Czas rośnie.

A wiedzy niekoniecznie przybywa proporcjonalnie.

Kiedy warto zrobić prototyp w skali 1:1?

Jeżeli rozmiar wpływa na działanie produktu, bardzo często. Dotyczy to zwłaszcza mebli, ekspozytorów, urządzeń, konstrukcji, elementów obsługiwanych przez człowieka i rzeczy, które muszą pasować do istniejącej przestrzeni.

Model na ekranie nie powie nam wszystkiego o ergonomii. 60 cm na monitorze wygląda jak liczba. 60 cm pomiędzy dwoma fizycznymi elementami może nagle okazać się bardzo małą liczbą. Przy dużych obiektach możemy też zrobić odwrotnie: najpierw niewielki model skali, żeby sprawdzić proporcje, a dopiero później wybrane fragmenty 1:1.

Nie istnieje obowiązek prototypowania wszystkiego w ten sam sposób.

A co z elektroniką?

Jeżeli produkt ma świecić, reagować, ruszać się albo robić cokolwiek ciekawszego niż stanie, elektronika powinna pojawić się w prototypowaniu odpowiednio wcześnie.

Nie musi od razu być pięknie schowana. Na początku ważniejsze jest, czy układ działa. Sterownik może leżeć obok. Przewody mogą być widoczne. Zasilacz może być tymczasowy. Obudowę zrobimy później. Najpierw sprawdźmy, czy przycisk rzeczywiście uruchamia to, co miał uruchamiać.

Design obudowy martwego urządzenia jest średnio satysfakcjonującym osiągnięciem.

Kiedy prototyp jest gotowy?

To zależy od tego, po co go zrobiliśmy. Jeżeli miał sprawdzić wymiary i już je sprawdził, jest gotowy. Jeżeli miał potwierdzić działanie mechanizmu i mechanizm działa, jest gotowy. Nie trzeba poprawiać każdej niedoskonałości tylko dlatego, że ją widzimy.

To szczególnie ważne, kiedy po prototypie i tak zmieniamy technologię produkcji. Element wydrukowany w 3D nie musi mieć idealnej powierzchni, jeżeli wersja seryjna będzie frezowana albo wykonywana z formy.

Prototyp nie jest celem.

Jest narzędziem.

Od prototypu do produkcji jest jeszcze jeden krok

Mamy działającą sztukę. Super.

To nadal nie oznacza automatycznie, że jesteśmy gotowi zrobić 300 identycznych.

Prototyp może zawierać ręczne poprawki, elementy dopasowane pilnikiem albo części, których montaż trwa zdecydowanie za długo. Przy jednej sztuce nikogo to szczególnie nie boli. Przy 300 sztukach zaczyna.

Przed produkcją seryjną trzeba więc często wykonać jeszcze jeden rodzaj pracy: zaprojektować proces produkcyjny.

Jak elementy będą powstawać? Jak zapewnimy powtarzalność? Czy potrzebujemy szablonów? Czy warto zmienić sposób łączenia? Ile trwa montaż jednej sztuki? Co można przygotować wcześniej?

Pierwszy działający prototyp udowadnia, że produkt można zrobić.

Dopiero przygotowanie produkcji udowadnia, że można go zrobić wiele razy bez utraty zdrowia psychicznego.

Ile kosztuje prototypowanie produktu?

Oczywiście: to zależy.

Prosty wydruk testowy może kosztować niewiele. Działający prototyp urządzenia z elektroniką, metalową konstrukcją, customowymi częściami i wykończeniem może być osobnym projektem produkcyjnym.

Cena zależy przede wszystkim od tego, co chcemy sprawdzić, ile pracy wymaga projekt, jakiej technologii potrzebujemy, ile wersji powstanie i jak blisko finalnego produktu ma być prototyp.

Dlatego zamiast zaczynać rozmowę od: „Ile kosztuje prototyp?” lepiej powiedzieć:

„Mam taki pomysł i chcę sprawdzić, czy to zadziała.” To już jest coś, z czym możemy pracować.

Nie zakochuj się w V1

Pierwsza wersja produktu ma jedną bardzo niebezpieczną cechę. Jest pierwsza. Właśnie dlatego potrafimy przywiązać się do rozwiązania, nad którym spędziliśmy kilka dni, nawet jeżeli test pokazuje, że średnio działa.

Nie bronimy prototypu. Testujemy go.

Jeżeli trzeba wyrzucić połowę konstrukcji i zacząć jeszcze raz, trudno. Plastik, kawałek MDF-u czy kilka godzin projektowania są nadal tańsze niż seria produktu, którego nikt nie chce używać. Fail fast nie oznacza robienia rzeczy źle. Oznacza odkrywanie złych pomysłów wtedy, kiedy nadal są tanie.

I właśnie po to robimy prototypy.

Previous
Previous

Konfekcjonowanie produktów - co właściwie może zrobić za Ciebie producent?

Next
Next

Ekspozytory reklamowe i standy POS - jak wygląda ich produkcja?